Zarówno człowiek, jak i Wszechświat, którego człowiek jest integralną częścią, nie są BYTEM, lecz nieustannym stawaniem się. Reinkarnacja nie jest aż tak istotna, jakby się wydawało. To tylko przejaw wszechobecnego prawa karmy.
Zarówno człowiek, jak i Wszechświat, wszystko podlega rozwojowi i jest to jedyny pewnik, bo sama śmierć – w świetle naszych dywagacji na temat reinkarnacji – nie istnieje. Chyba, że pod uwagę bierze się tylko i wyłącznie fizyczne ciało człowieka.
Astrologia sama w sobie jest karmiczna, bo odwołuje się do przyczyn i skutków. Rozmyślając od dosyć dawna nad istotą i sensem astrologii dochodzę do wniosków dosyć szokujących. Uważam mianowicie, że:

1. Astrologia nie istnieje
2. Nic tak doskonale nie pomaga człowiekowi w zrozumieniu siebie i świata, jak astrologia

To tylko pozornie sprzeczność. Jeśli ktoś wystarczająco głęboko zastanowi się nad tym, skąd pochodzi wiedza człowieka na temat kosmosu, charakteru oddziaływania planet, dlaczego Mars to Mars, a kwadratura to kwadratura itp., to nagle okaże się, że to nie planety wpływają na człowieka, lecz człowiek wpływa na planety.
Wektor bytu nie jest skierowany w stronę człowieka, lecz w stronę świata. To człowiek tworzy byty (czasami nadmiarowo), a nie byt tworzy człowieka. Nie mam tu na myśli tylko planu fizycznego, nie wchodzę w obszar zarezerwowany dla Marksa i Engelsa. Mam na myśli DUSZĘ – ostateczną instancję człowieka, podzielną, rozwijającą się i nieśmiertelną.
Tworzenie sprzyja rozwojowi. Tylko poprzez wykorzystanie planu fizycznego możliwa jest przemiana w obrębie wewnętrznej alchemii.

Będę systematycznie udowadniał, że astrologia nie istnieje i to, że jest bardzo potrzebna.