Astrogeneza ostatnich i przedostatnich stopni domów i znaków

Andrzej Cedzyński, Horodło 2010-07-04

W wielu podręcznikach astrologii podkreśla się, że dwa ostatnie stopnie znaku (niektórzy mówią też, że i domu) oraz pierwszy stopień następnego znaku – to stopnie szczególne i znaczące. Zazwyczaj mówi się o tym, że pierwszy stopień to najczystsza manifestacja danego znaku czy domu, prazasada albo esencja danego znaku. Rodzi się zupełnie nowa i przeciwstawna do poprzedniej jakość, stąd łatwo zrozumieć, dlaczego planeta w pierwszym stopniu jest szczególna. A co z dwoma ostatnimi stopniami?

W starożytności ostatni stopień znaku zwano anaretą, „Stopniem Losu” a czasami „Podsumowaniem Życia”. Ostatnie określenie dosyć dokładnie opisuje sytuację, kiedy to planeta lub inny ważny czynnik w horoskopie znajduje się w ostatnim stopniu. Jeśli każdy znak Zodiaku posiada swoją dynamikę rozwoju, równanie wewnętrznej przemiany, to zrozumiałe jest, że w tym stopniu następuje analiza tego, co zostało zrealizowane podczas fazy danego znaku. Rachunek sumienia, wewnętrzna spowiedź, rozliczenie. Wiele słów można znaleźć na określenie tego stanu. Ci, co 25 każdego miesiąca muszą wysłać deklarację VAT do Urzędu Skarbowego, wiedzą doskonale, co mam na myśli.

Jeśli planeta znajduje się w ostatnim stopniu znaku, to jest to moment, kiedy kończy się kolejna lekcja życiowa, a wybór nowej drogi (a raczej pull position, mówiąc językiem kierowców Formuły 1) zależy bezpośrednio od tego, czego nauczyliśmy się w mijającej fazie.

Przedostatni stopień również nosi już piętno Wielkiego Podsumowania i z tego powodu ma takie samo znaczenie, jak ostatni stopień. Większość astrologów uważa, że urodzeniowe Słońce w ostatnich dwóch stopniach znaku może cechować osobę wielką, wybitną, utalentowaną. Poniekąd tak. Wszystko zależy od aspektarium i tego, czy związki Słońca z innymi planetami lub jego pozycja w horoskopie, są harmonijne lub nie. Jest to przedsmak Sądu Ostatecznego, gdzie albo czeka na nas nagroda, albo kara, albo przejściowy etap Czyśćca. Węzły Księżycowe w ostatnim stopniu silnie podkreślają fatalizm w życiu człowieka. W pierwszym stopniu – szansę na wielkie odrodzenie, na rozwój, który zniweluje skutki karmy.

Wszystko to jest zrozumiałe i przystępne dla każdego, ale czy tylko o to chodzi?

W rejonie Mezopotamii, Egiptu, czyli tam, gdzie jest kolebka współczesnej astrologii, świt i zachód Słońca następują gwałtownie. Ciemność zapada dosyć szybko, a świt pojawia się znienacka. Granice między znakami, domami oraz droga Słońca, Księżyca i planet jest sztywno i dokładnie odwzorowana poprzez zjawiska astronomiczne. W tamtym także rejonie powstało pojęcie znaków i domów, i o te ostatnie chodzi mi najbardziej.

Historycznie rzecz biorąc, zmieniał się ranking najpopularniejszych systemów domów. Najstarszy był podział Zodiaku na osiem równych „Wart”, gdzie domy liczono odwrotnie niż teraz, czyli od lewej do prawej. Później stosowano system Pełnych Znaków, Równych domów (1 w. p.n.e.), Porfiriusza (1 w. n.e.), Alcabitusa (6 w. n.e.), Campanusa (13 w.), Regiomantusa (14 w.), Placidusa (17 w.), oraz Kocha (20 w.). Jak to się dzieje, że w jednym systemie mamy, np. Słońce w 5 domu, a w innym – w 6 domu? Który system jest najlepszy? Który wybrać?

Każdy astrolog sam wybiera sobie system, który mu się najlepiej „sprawdza”, ale wybór to zwykle intuicyjny i wybitnie subiektywny. Można oczywiście pójść dalej i odrzucić system domów, tak jak robi to w Polsce Wojciech Jóźwiak, ale pytanie zasadnicze: po co się cofać w rozwoju do początków astrologii?

Mamy wyraźny impas w kwestii wyboru systemu domów. Trudno nam zdecydować się na jakiś konkretny, bo istotne znaczenie ma wierzchołek domu. Można badać jego progresje i próbować uściślać, który system jest lepszy, jednakże nie jest to, moim skromnym zdaniem, sposób na jednoznaczne postawienie sprawy.

Prawie wszyscy zapominają, że nasza astrologia, to astrologia coraz wyższych szerokości geograficznych. Miałem ostatnio wiele razy okazję jeździć samochodem po Polsce i wielokrotnie nocą. Zauważyłem, że świt (tym samym Ascendent) zaczyna się dosyć wcześnie. Robi się jasno, a Słońca jeszcze nie widać. W zależności od szerokości geograficznej, moment między nocą a dniem staje się coraz bardziej przejściowy (czyśćcowy), trwa ponad pół godziny. Tym samym cienka linia Ascendent/Descendent pogrubia się do kilku stopni. Podobnie jak linie łączące opozycyjne wierzchołki domów. Im dalej na północ, tym grubsze są linie. Im bliżej równika, tym linie są cieńsze, a zmrok zapada szybciej.

Ma to swoje odbicie w treściach, które intuitywnie przypisujemy poszczególnym stopniom (ostatnim i pierwszym). Nie wiem, ile osób pamięta także o tym, że w świetle starej astrologii, planeta w 12 domu znajdująca się w pobliżu Ascendentu i w tym samym znaku Zodiaku, co ASC, traktowana jest tak, jakby należała do 1 domu.

Podobne niejasności powstają w przypadku określania, kiedy wyliczać nocny lub dzienny arabski Punkt Szczęścia. Słońce, które już zaszło i znajduje się w 6 domu, nie oznacza, że skończył się dzień i zapadł zmrok (to ma miejsce tylko blisko równika). Niektórzy mówią, że Słońce w pobliżu DSC, w 6 domu), w odległości do 13 stopni do DSC, traktowane jest jako dzienne.

Niuansów i niejasnych odpowiedzi w związku z wyborem domów jest oczywiście więcej. Szerzej opiszę to w artykule na temat astro genezy Octoposa. Ważne jest to, że brak jednoznaczności, a raczej niemożliwość ostrego wydzielenia podziału na domy, nie oznacza, że stosowanie domów traci sens. Wręcz przeciwnie. Należy uznać istnienie „bordeline”, strefy pogranicza, gdzie mieszają się wpływy dwóch domów czy dwóch znaków.